Są wiersze, które powstały wiele lat temu, a mimo to w odpowiednim momencie brzmią tak, jakby zostały napisane właśnie dziś. Przekonaliśmy się o tym podczas środowego spotkania „Poetycka kawka u Zycha”, poświęconego pamięci pochodzącego z Korczyny poety i tłumacza Jana Zycha.
Spotkanie rozpoczęło się przy tablicy upamiętniającej poetę, znajdującej się na budynku Gminnej Biblioteki Publicznej w Korczynie gdzie dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej Dorta Pec oraz Paweł Gorzynik, radny Gminy Korczyna i aktor Korczyńskiej Grupy Teatralnej „Słoiki” złożyli kwiaty. Następnie minutą ciszy uczciliśmy pamięć ofiar wypadku autokaru na Węgrzech i wyraziliśmy solidarność ze wszystkimi poszkodowanymi oraz ich bliskimi. I właśnie wtedy szczególnie mocno wybrzmiało to, co w poezji niezwykłe. Paweł Fiejdasz, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Korczynie, oraz Paweł Gorzynik , odczytali wiersze napisane przed laty które nagle znalazły się bardzo blisko współczesności. Bez dosłownych odniesień potrafiły zatrzymać, skłonić do refleksji nad życiem, jego kruchością i tym, co naprawdę ważne.
Po wstępie przeszliśmy do ogródka Cukierni Milana, gdzie rozpoczęła się druga odsłona spotkania – już przy kawie, rozmowie i poezji bułgarskiej w tłumaczeniach Jana Zycha. I trudno byłoby znaleźć dla niej lepsze miejsce. Kameralny ogródek w samym sercu Korczyny stworzył dokładnie taki klimat, jakiego potrzebowała „Kawka u Zycha”. Było przytulnie, swobodnie i bardzo poetycko. Na stołach kawa i słodkości, wokół ludzie gotowi słuchać, a pomiędzy nimi – słowo.
W ogródku wiersze prezentowali Urszula Jucha, Kamil Zych, Paweł Gorzynik oraz Paweł Fiejdasz. Każdy z nich wnosił do czytanych tekstów własny rytm i wrażliwość. Same wiersze nie pozostawały jednak bez kontekstu – towarzyszyły im ciekawostki z życia i twórczości Jana Zycha, a także opowieści o bułgarskich poetach, których słowa poznawaliśmy tego wieczoru w jego przekładach. Jedne utwory trafiały do słuchaczy od razu. Inne potrzebowały kilku zdań wprowadzenia, poznania historii autora czy czasu, w którym powstały. I właśnie wtedy otwierały się na nowo. Nagle wers, który chwilę wcześniej wydawał się odległy, stawał się zrozumiały, bliski, czasem zaskakująco aktualny. Publiczność słuchała uważnie. Były chwile zupełnej ciszy, ale też uśmiechy, komentarze i rozmowy, które pojawiały się naturalnie. Nikt nie próbował udowadniać, że poezję trzeba rozumieć w jeden właściwy sposób. Można było jej po prostu posłuchać. Zgodzić się z nią albo nie. Zatrzymać jedno zdanie. Pomyśleć o nim chwilę dłużej.
Jan Zych pisał, że „tłumaczenie poezji powinno być ofiarowaniem przyjaźni”. Podczas środowego spotkania te słowa nabrały bardzo konkretnego znaczenia. Pomiędzy bułgarskimi poetami, ich polskim tłumaczem, osobami czytającymi i słuchaczami rzeczywiście pojawiła się nić porozumienia. Nie potrzebowaliśmy wielkiej sceny ani rozbudowanej oprawy. Wystarczyły słowa, ludzie i miejsce, które idealnie dopełniło całość. Cukiernia Milana zdała poetycki egzamin znakomicie – było kameralnie, ciepło i poetycko. A kawka? Wyśmienita, czyli dokładnie taka, jaka powinna być podczas „Kawki u Zycha”.
Ten wieczór nie wydarzyłby się jednak bez ludzi, którzy wspólnie nadali mu taki właśnie kształt. Gminny Ośrodek Kultury w Korczynie, Gminna Biblioteka Publiczna w Korczynie z dyrektor Dorotą Pec i zespołem biblioteki oraz Korczyńska Grupa Teatralna „Słoiki” połączyli siły, by raz jeszcze przywołać twórczość Jana Zycha i spojrzeć przez nią na poezję, która mimo upływu lat wciąż potrafi mówić do współczesnego odbiorcy. Partnerem wydarzenia była Cukiernia Milana, której ogródek stał się tego wieczoru małą, pełną słów przestrzenią spotkania.
A przestrzeń tę wypełnili przede wszystkim ludzie. Wśród uczestników byli m.in. Zastępca Wójta Gminy Korczyna Katarzyna Urbanek, Marek Petrykowski ze Stowarzyszenia Literacko-Artystycznego Grupa Poetycka „Krosno” oraz przedstawiciele korczyńskiego oddziału Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Krośnieńskiej z prezesem Henrykiem Bogaczem na czele. Byli też wszyscy ci, którzy przyszli po prostu posłuchać, zatrzymać się na chwilę i pozwolić, by kilka wersów zostało z nimi nieco dłużej.
Bo chyba właśnie to najlepiej podsumowuje ten wieczór. Poezja nie musi należeć do przeszłości. Potrafi być zaskakująco blisko tego, czym żyjemy dzisiaj. Potrzebuje tylko głosu, który ją przeczyta, i ludzi, którzy zechcą słuchać.
W środę w Korczynie jednego i drugiego nie zabrakło.




